Polska poderwała myśliwce. Czwarty komunikat DORSZ w tym roku

Nocna Rosja uderza w Ukrainę. Polska reaguje natychmiast. Godzina 4:31 – i niebo nad Polską przestaje być spokojne.

Udostępnij

Słuchajcie, bo to ważne. Dziś w nocy Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak na Ukrainę – lotnictwem dalekiego zasięgu, z użyciem środków powietrznych. Kijów, Charków, Zaporoże, Krzywy Róg. I tu się zaczyna nasza część historii.

Dokładnie o 4:31 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych opublikowało czwarty w tym roku komunikat alarmowy. Czwarty. No patrz pan – to już nie jest wyjątek. To staje się procedura.

Co konkretnie się dzieje nad polskim niebem?

Dobra – do rzeczy. DORSZ poderwał dyżurne pary myśliwskie oraz samolot wczesnego ostrzegania. Naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego – stan najwyższej gotowości. Nie „podwyższonej”. Najwyższej. To robi różnicę.

Oficjalny komunikat DORSZ (26.02.2026, godz. 4:31)„W związku z kolejnym zmasowanym atakiem Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy, prowadzonym z użyciem środków napadu powietrznego, rozpoczęło się operowanie polskiego i sojuszniczego lotnictwa w naszej przestrzeni powietrznej. Działania mają charakter prewencyjny, ukierunkowany na zabezpieczenie przestrzeni powietrznej i jej ochronę, w szczególności w rejonach przyległych do zagrożonych obszarów.”

No i teraz uwaga – czasowo wstrzymano operacje na lotniskach cywilnych w Rzeszowie i Lublinie. Tak działa priorytet wojskowy. Po naszej stronie granicy to wygląda inaczej niż u Czechów – tam nie mają tego problemu, bo nie ma sąsiedztwa z Ukrainą. My mamy. I czujemy to nocami.

Sojusznicy nie śpią

Mnie to zaskoczyło – w tym samym komunikacie DORSZ podziękował konkretnym krajom. Niemcy. Holandia. Siły powietrzne obu krajów aktywnie wspierały polską przestrzeń powietrzną. To zmienia postać rzeczy – to już nie jest „Polska sama pilnuje granicy”. To sojusznicza robota w realu, nie na papierze.

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej – PANSA – nadzoruje sytuację na bieżąco. Lotniska Rzeszów-Jasionka i Lublin wstrzymały operacje na czas trwania akcji wojskowej. Lokalne źródła donoszą, że pasażerowie kilku lotów zostali poinformowani o opóźnieniach bez podania przyczyny. Przyczyna jest. I wiadomo jaka.

To już czwarty raz. Wzór jest widoczny

Powiem ci szczerze – ten komunikat to już rytm, nie incydent. Poprzednie poderwania myśliwców w 2026 roku: 7 lutego, 17 lutego, 22 lutego. Teraz 26 lutego. Niezły obrót sprawy – Rosja atakuje Ukrainę regularnie, Polska regularnie reaguje. Nocna procedura alarmowa stała się nową normalnością na wschodniej flance NATO.

Cholera jasna – a mamy tu, na pograniczu polsko-czeskim, w głowie obraz tych samolotów patrolujących niebo setki kilometrów dalej na wschód. Nas to bezpośrednio nie dotyka. Ale wiemy, że linia jest cienka i że każda taka noc ma swoją cenę.

Co z tego wynika dla nas?

No i co z tego wynika? DORSZ zapewnia, że nie odnotowano naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej RP. Wyszło lepiej niż zakładałem – operacja zakończyła się bez incydentu, systemy obrony powróciły do standardowej gotowości operacyjnej. Lotniska wznowiły działalność.

Ale pytanie pozostaje otwarte: jak długo jeszcze będziemy liczyć te komunikaty? Zaraz dojdziemy do sedna – jeśli Rosja nie zmienia taktyki, a nie zmienia, to i Polska nie zmieni swojej reakcji. Czwarty komunikat to sygnał, że system działa. I że musi działać dalej.

Źródło: KOMUNIKAT – DORSZ

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *